Polska – Białoruś – Ukraina na Bugu pod Włodawą (Orchówek) Polska – Ukraina – Słowacja na bieszczadzkim szczycie Krzemieniec. Polska – Słowacja – Czechy pomiędzy miejscowościami Jaworzynka - Czerne - Herczawa. Polska – Czechy – Niemcy pomiędzy miejscowościami Porajów, Hrádek nad Nisou i Żytawa. Najpiękniejszy Szef MON: trafi do 18 Dywizji Zmechanizowanej. Kierowca zasłabł i zjechał z drogi. Niebezpieczne zdarzenie z udziałem autobusu przewożącego dzieci. - Chylę głowę przed wszystkimi obrońcami granic Polski. Ale niektórzy posuwają się do kłamstw i oszczerstw w ich kierunku, deptanie godności polskiego munduru to podłość Rezerwat ten leży na Mierzei Kaszubskiej, pomiędzy Białogórą a Lubiatowem. To płożony na parabolicznej wydmie las bukowo-dębowy, w którym można znaleźć stare, nawet 140-letnie drzewa. Idąc szlakiem po jednej stronie mamy Bałtyk, u podnóża zaś bagna i torfowiska. Można na nich podobno znaleźć np. mięsożerną rosiczkę. Trojmezí Hrčava respektive Trojmezí Hrčava - Jaworzynka - Čierne ( polsky Trójstyk granic Polski, Czech i Słowacji) je trojmezí (společný bod) státních hranic České republiky, Slovenské republiky a Polské republiky. Je to populární turistický cíl, který se nachází mezi vesnicemi Hrčava ( okres Frýdek Místek Słowacki szlak na Krzemieniec. Na Krzemieniec możemy też wejść ze Słowacji. Z Nowej Sedlicy prowadzą tu dwa szlaki: czerwony: 9 km, 990 m przewyższenia, ok 4 godz. w jedną stronę oraz zielony przez Czerteż: 10,5 km, 950 m przewyższeń, ok 4 godzin w jedną stronę. Krzemieniec / Kremenaros; 1221 m n.p.m. Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd Hỗ Trợ Nợ Xấu. Wyświetl większą mapę Zdjęcia przesłane przez użytkowników Ciekawe miejsca w pobliżu4km 6km 10km 17km 18km 19km opismiejsca Trójstyk granic Polska - Niemcy - Czechy. Noclegi i pola namiotowe w pobliżu1km 49km fot. Filip Pobłocki Miejsce symboliczne na styku trzech granic, gdzie rzeka Lubota wpada do Nysy Łużyckiej. Mała kładka pozwala na przejście ze strony polskiej na czeską, most łączący Polskę z Niemcami jest trochę dalej. Ale to nie brak mostu sprawia, że sąsiedzi nie mogą się ze sobą dogadać. Górnicy z Bogatyni nie dali dojść do słowa sąsiadom, którzy od lat upominają się o problem wody pitnej. Relacja dr Hanny Schudy. W niedzielę, 30 sierpnia odbył się protest ekologów i mieszkańców w sprawie kopalni Turów. Hasłem wiodącym było „Pragnienie sprawiedliwości” – coś, czego domagają się sąsiedzi kopalni z Czech i Niemiec, ale też mieszkańcy Polski, którzy są poszkodowani pracą kopalni Turów, szczególnie z tytułu gospodarki wodnej, hałasu czy zmiany klimatu. Mieszkańcy i władze regionu zdają sobie sprawę, że PGE i węgiel brunatny stanowią podstawę zatrudnienia w powiecie zgorzeleckim. Wiedzą, że miasto Bogatynia boryka się z problemem przestępczości zorganizowanej, a ostatnia sytuacja „bezkrólewia”, kiedy z nieznanych przyczyn zrezygnował ze stanowiska burmistrz miasta, nie napawa nadzieją. Sąsiednie Niemcy i Czechy już dzisiaj zatrudniają bogatynian. fot. Filip Pobłocki Związki zawodowe, które 30 sierpnia w zasadzie przegoniły ekologów protestujących razem z Czechami i Niemcami, zrobiły chyba krecią robotę dla PGE, które samo obecne nie było, ale ustami związkowców krzyczało o konieczności zachowania kompleksu energetycznego jak najdłużej. Dodajmy, że w ostatnich miesiącach kompleks pracuje na zwolnionych obrotach. Pandemia Covid, a do tego taniejący prąd z OZE doprowadzają do tego, że PGE Turów w zasadzie staje się problemem, a nie siłą napędową polskiej gospodarki. Połączenia brak Krzyki i przepychanki są oczywiście wyjątkowe i były efektem konfrontacji związkowców górniczych z mieszkańcami i ekologami z Polski, Czech oraz Niemiec. Na co dzień relacje między Czechami a Polakami oraz Polakami a Niemcami pewnie są pełne kontaktów zawodowych, łączonych rodzin itp. Jednocześnie na arenie stosunków międzynarodowych wrze. Nie lepiej jest też między sąsiadującymi gminami. Jedni pracują w kompleksie energetycznym i cieszą się z miejsc pracy, drudzy twierdzą, że kopalnia może ich pozbawić wody pitnej. Kilkakrotnie dochodziło do wspólnych spotkań Czechów i Polaków. Prawie zawsze kończyły się one awanturą o wodę i odpowiedzialność. W ubiegłą niedzielę do kłótni nawet nie doszło. Polscy związkowcy w koszulkach z czeskim symbolem „Krecika” krzykiem i piszczałkami uniemożliwili wypowiedzenie się Niemcom i Czechom. .@GoTracz, posłanka @KO_Obywatelska/@Zieloni: – Uważam, że nie została wykonana praca oddolna. Samorządowcy i pracodawcy muszą rozmawiać z pracownikami i pokazywać im, że sprawiedliwa transformacja energetyczna oznacza nowe miejsca pracy… #Turów — Odpowiedzialny Inwestor (@OInwestor) September 3, 2020 Wieloletnie utrzymywanie, że kopalnia Turów nie wpływa na wody po stronie czeskiej, zmotywowało naszych sąsiadów do wejścia na drogę prawną. Czeska agencja prasowa ČTK poinformowała w sierpniu, że, „Polska w zasadzie nie komunikuje się z Czechami i nie dostarcza informacji ani dokumentów, o które oni proszą” i „nie przestrzega procedur określonych w prawie UE”. Kiedy Czesi złożyli petycję przeciwko rozbudowie odkrywki na szczeblu UE, europosłanka PiS Anna Zalewska – była minister edukacji odpowiedzialna „reformę” systemu edukacji, również „zasłużona” w zablokowaniu energetyki wiatrowej – stwierdziła, że Turów nie ma wpływu na stan wód w regionie, problem jest wyimaginowany, a kontynuacja wydobycia nie jest sprzeczna z celami Porozumienia Paryskiego. Kłótnia o wodę to jedno, ale związkowcy przede wszystkim boją się utraty miejsc pracy, ale nie są najwyraźniej gotowi do rozmów o koniecznej transformacji. Miasto ani PGE nie szykują się na transformację i wykorzystanie olbrzymich funduszy UE na nowe miejsca pracy i naprawę szkód środowiskowych. Górnicy chcą tylko eksploatować do 2044 r., ale też wiedzą, że jeżeli kopalnia padnie, to może czekać ich bruk – do 2044 roku pozostało jak by nie było 24 lat, a obecnie region uzależniony jest od monopolu zatrudnienia. fot. Filip Pobłocki W niedzielę słychać było głównie wyzwiska, ale już wywiady dziennikarskie były bardziej wyważone. Miejsca pracy powracały cały czas: „Jak kopalnia padnie nie będzie tu nic. Przestępczość, będą ludzi zabijać na ulicach”. „Nie można gwałtownie zamykać kopalni, bo cały region jest od niej zależny”, „Niech organizacje ekologiczne zrozumieją, że po pierwsze kopalnia nie wpływa na wodę w Czechach, a po drugie, że pracownicy są zdeterminowani i nie oddają kopalni”. Ze strony organizatorów mowa była o konieczności przygotowania się na koniec wydobycia, które i tak nadejdzie: „Nie sądzę, że przy obecnej polityce klimatycznej Unii Europejskiej tak kopalnia przetrwa chociażby 10 lat” – mówił prof. Leszek Pazderski, ekspert z Greenpeace. Niestety tych argumentów nikt nie słucha. Górnicy boją się o pracę, ale zamiast szukać sposobów na transformację swoich miejsc pracy uparcie dążą do wyparcia problemu. Sądzą, że to ekolodzy są przeciwni ich miejscom pracy, ale prawda jest taka, że ekolodzy jedynie upominają, że dalsze i bezdyskusyjne upieranie się przy status quo może jedynie pogorszyć sytuację, jeżeli dojdzie do zamknięcia odkrywki i w ślad za nią elektrowni. Prawda jest brutalna i nie zależy od woli związkowców – era węgla się kończy. Niepewność tego górniczego miasta sączy się z każdego kąta. Pokojowy symbol Czech na koszulkach związkowców Atak na Czechów i Niemców, na działaczy Koalicji „Rozwój Tak – Odkrywki Nie”, czy wyganianie ich „do Warszawy”, przerosły wyobrażenia osób zebranych na wspólnym proteście, który miał być pokojowy. Związkowcy napierali, nachalnie fotografowali, padały pytania „czy jesteśmy Polakami”, „ile wam płacą” itp. fot. Filip Pobłocki Policja nie interweniowała, chociaż to być może dzięki niej nie doszło do aktów przemocy fizycznej. Wyzwiska od „zdrajców” czy „Folksdojczów”, zrzucanie banerów i zasłanianie polską flagą haseł ekologicznych nie stanowiły jednak dla stróży porządku pretekstu do odsunięcia napierających związkowców na legalnie zarejestrowaną demonstrację, W kontekście wymaganego przez organizatora „dystansu społecznego” było dość zastanawiające, kto tu kogo pilnuje. Wyśmiewanie Czechów za ich „urojone” problemy z wodą już dawno sprowokowało naszych sąsiadów do działania. Teraz pojawił się jeszcze nowy motyw, którego nikt nie potrafił pojąć. Otóż związkowcy przyszli na starcie z Czechami w koszulkach z pokojowym symbolem Czech a mianowicie „Krecikiem”, który ubrany w kask oraz wyposażony w górnicze emblematy miał być zwolennikiem Turowa. Wyglądało to kuriozalnie, a do tego mogło być chyba odebrane jako kolejna próba „najazdu” na Czechy. Oto ci, którzy korzystają z eksploatacji węgla, która dla sąsiadów jest jedynie problemem, przyszli krzyczeć z milusińskim krecikiem na piersi „Do domu”. Podczas gdy oryginalny Krecik mówi w zasadzie tylko „Ahoj”, a jego pozawerbalne odgłosy są kwintesencją ciepła oraz przyjaźni, związkowcy z Krecikiem na piersi krzyczeli „zdrajcy”. K. Gogolewski @FundacjaRTON: „Mamy prawo do obrony podstawowych praw ludzi do świeżego powietrza, czystej wody i bezpiecznego klimatu przed chciwością PGE i polityką wyzysku i kiedy te prawa nie są egzekwowane, ludzie muszą ich bronić” #Turów — Odpowiedzialny Inwestor (@OInwestor) September 3, 2020 Nie wiem czy związkowcy zdają sobie sprawę z symbolicznego znaczenia przejęcia symbolu, który niesie pociechę w świat i jest marką jednoznacznie kojarzącą się z Czechami. To może paradoksalnie przyspieszyć determinację społeczeństwa i władz czeskich w Parlamencie i Komisji Europejskiej domagających się zamknięcie Kopalni. Nie było jednak opcji, aby związkowcom przekazać cokolwiek. Tak jakby myśleli, że zagłuszą i wygwizadają problem. Są oni bowiem przekonani i wierzą w to zapewne, że ekolodzy „chcą im odebrać pracę”. Tylko że to nie ekolodzy zadecydują o końcu wydobycia i spalania węgla w Turowie. Górnicy trwają w przekonaniu, że będzie dobrze, kiedy już nawet Radio Maryja 31 sierpnia 2020 r. w dość bezstronny sposób informuje, że polskie górnictwo przeżywa ogromny kryzys, a rząd szuka „wsparcia z Polskiego Funduszu Rozwoju na bardzo znaczącą kwotę, która pozwoli firmie PGG przetrwać najbliższe miesiące”. Coraz więcej mówi się też poważnie o tym, że PGE, aby ratować swoje rachunki wycofa najprawdopodobniej węglowe aktywa do osobnej spółki, aby móc starać się o pieniądze na rozwój nowej marki opartej o OZE. Wiadomo też, że projekt kopalni w Złoczewie dla Bełchatowa nie ujrzy światła dziennego z tych samych powodów, dlaczego zakończy pracę Turów – z powodu nieopłacalności i niewydolności względem ciągle rosnących wydatków na ochronę środowiska. Związkowcy chwalą, że kopalnia i elektrownia poczyniły wiele dla ochrony środowiska, ale niestety nie zdają sobie sprawy, że jest to studnia bez dna. Nie da się bowiem produkować prąd z węgla w sposób „ekologiczny” w Unii Europejskiej. Niemcy i Czesi określili już datę odejścia od węgla. Polska unika tego tematu jak ognia. fot. Filip Pobłocki Dialog i mediacje już się zakończyły. Po ostatniej niedzieli widać też, że z turowskimi górnikami nie da się porozmawiać, szczególnie, jeżeli są w grupie. Ciekawe w jakim symbolu przyjadą na protest przed PGE albo przed rząd, kiedy okaże się, że nowy blok w Turowie nie zostanie oddany do użytku w przyszłym roku, a kopalnia zakończy pracę najwyżej za parę lat. Szkoda też, że Trójstyk, który przez lata traktowany był jako miejsce, które łączy, zostanie zapamiętany, jako pretekst do wykrzyczenia „zdrajcy do domu”. Należy też zapytać, kto naraża Polskę na straty? Ekolodzy, którzy reagują na katastrofę klimatyczną, czy górnicy, walczący o zachowanie pracy. Wydaje się bowiem, że obie grupy powinny stanąć razem na demonstracji i pytać – gdzie jest rząd, właściciel PGE, który nie dba o ambitny, nieuchronny plan transformacji Zagłębia Turoszowskiego. Gdzie jest rząd, który pozbawia subregion jeleniogórski udziału w 3,5 mld Euro z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji? fot. Filip Pobłocki Autorka: Hanna Schudy Moja pierwsza przygoda z miejscem, gdzie obecnie stykają się granice Polski, Czech i Słowacji miała miejsce jeszcze zanim powstała granica czesko-słowacka. W 1986 roku, gdy traktatu z Schengen jeszcze nikt nie był sobie w stanie nawet wymarzyć, mój tata wpadł na pomysł, iż musi swojemu sześcioletniemu wówczas synowi pokazać granicę państwową. W miejscu, gdzie dzisiaj znajduje się wygodna ścieżka rowerowa, była wąska polna ścieżka, a okolice granicy były mocno zarośnięte zaroślami. Jak już możecie się domyślać, wycieczka szła dobrze do momentu, gdy z pola koniczyny wychylił się żołnierz WOP, zapytał o cel wizyty i przywołał posiłki ze strażnicy w Jaworzynce. Zwiedzanie pilnie strzeżonej granicy skończyło się mandatem. Dzisiaj miejsce to jest popularnym celem wycieczek, w miejscu styku granic stoi obelisk, mamy wiatę przy której można odpocząć. Zarówno do Czech i Słowacji możemy przejść bez zastanowienia się, na terenie którego kraju jeszcze jesteśmy. Magia granicy jako miejsca niedostępnego, niemożliwego do przebycia i tajemniczego zatarła się nieco w pamięci. Jednak są na granicach miejsca bardziej przyciągające turystyczną uwagę i są nimi właśnie trójstyki, czyli miejsca gdzie spotykają się trzy granice. Polska posiada w sowich granicach sześć takich miejsc: polsko niemiecko-czeski, polsko-czesko-słowacki, polsko-słowacko-ukraiński, polsko-ukraińsko-białoruski, polsko-białorusko-litewski, oraz polsko-litewsko-rosyjski. Do tego można dołożyć dwa miejsca gdzie nasze granice stykają się z Morzem Bałtyckim – w Świnoujściu i okolicach Krynicy Morskiej. Polska miała to dziejowe „szczęście”, że jej granice zmieniały się wielokrotnie. Obecna granica naszego kraju w większości została ustalona w 1945 r., i tylko część granicy polsko czeskiej i słowackiej ma dłuższą historię sięgającą 1918 roku. Podobnie każdy z trójstyków jest tworem dość młodym. Najstarsze z nich – z Czechosłowacją i Niemcami oraz b. ZSRR powstały w 1945. Trójstyki na obecnej wschodniej granicy powstały w 1991 roku, a najmłodszym jest wspomniany na samym początku trójstyk polsko-czesko słowacki, powstały w 1993 roku w wyniku podziału Czechosłowacji. W ubiegłym roku udało mi się zwiedzić ostatni brakujący do kompletu – zapraszam więc do przeglądu trójstyków na granicach Polski! Trójstyk polsko-niemiecko-czeski Miejsce, gdzie spotykają się granice Polski, Czech i Niemiec znajduje się w okolicach miejscowości Porajów. Aby do niego dotrzeć możemy powędrować wzdłuż Nysy Łużyckiej z przejścia granicznego między Porajowem a Zittau, ale ścieżki prowadzą również od strony polskiej czeskiej. Styk granic wyznacza bieg rzeki Nysy Łużyckiej i wpadającego do niej strumienia Lubota. W 2004 roku na trójstyku i w pobliskiej Żytawie miały miejsce uroczystości związane z rozszerzeniem Unii Europejskiej. Gdy już odwiedzimy trójstyk, warto odwiedzić pobliską Żytawę, gdzie znajdziemy miłą oku starówkę. Jednym z ciekawszych zabytków do obejrzenia w tym mieście jest zasłona wielkopostna z XV w. Jeżeli mamy więcej czasu, możemy również odbyć wycieczkę kolejką wąskotorową do kurortu Oybin. Widać, że jesteśmy na pograniczu 😉 Oprócz trójstyku i zasłony Zittau słynęło jeszcze z jednej rzeczy… Trójstyk polsko-czesko-słowacki Miejsce to jest oddalone około 1 km od centrum przysiółka Trzycatek we wsi Jaworzynka w Beskidzie Śląskim. Po czeskiej stronie najbliższą miejscowością jest Hrcava, a po słowackiej Cierne. Jak już napisałem we wstępie, od czasów mojej pierwszej wizyty miejsce bardzo się zmieniło obecnie wiedzie tu wygodna asfaltowa ścieżka, a brzegi wąwozu oddzielającego Polskę od Słowacji spina drewniany mostek. Jak już napisałem we wstępie, od czasów mojej pierwszej wizyty miejsce bardzo się zmieniło obecnie wiedzie tu wygodna asfaltowa ścieżka, a brzegi wąwozu oddzielającego Polskę od Słowacji spina drewniany mostek. W okolicy warto spędzić cały urlop. W „trójwsi” jak czasem nazywa się Jaworzynkę, Istebnę i Koniaków czeka na turystów mnóstwo szlaków, tras rowerowych i pięknych widoków. Mostek łączący dwa kraje Trójstyk polsko-słowacko-ukraiński Łatwo już było, zaczynają się trudniejsze wycieczki! Aby zdobyć trójstyk położony na szczycie Krzemieniec, zwany również Kremenaros czeka nas parę godzin górskiej wycieczki. Krótsza wersja wiedzie z przełęczy Wyżniańskiej, skąd przez Małą i Wielką Rawkę czeka nas około dwóch godzin wędrówki. Druga możliwość, to szlak z Ustrzyk Górnych, który powinien nam zająć około 3 godzin. W tym miejscu granica państwowa polska i słowacka jest jednocześnie granicą Unii Europejskiej, dlatego musimy pamiętać, że nie możemy bezkarnie wkraczać na teren Ukrainy. Chwila zapomnienia lub chęć zrobienia zdjecia przy żółto-niebieskim słupku może nas kosztować minimum sto złotych mandatu. Miejsce to odwiedziłem w 2013 roku, w czasie mojego pierwszego i jedynego jak do tej pory pobytu w Bieszczadach. W drodze na Krzemieniec Aby dotrzeć na Krzemieniec należy wpierw dotrzeć na Wielką Rawkę. Inne ciekawe miejsce graniczne w okolicy – źródła Sanu Trójstyk polsko-ukraińsko-białoruski Do tej pory było jeszcze całkiem nieźle. W poprzednich trzech opisanych miejscach w miejscu styku granic stał ładny granitowy obelisk, lub przynajmniej pamiątkowa tablica. Gdy dojechaliśmy do Orchówka, nie było żadnej tabliczki, drogowskazu, obelisku. Orientację utrudnia fakt, że tak naprawdę trójstyk znajduje się po drugiej stronie Bugu i zasadniczo dostanie się tam jest niemożliwe. Pozostało nam pilne obserwowanie drugiego brzegu i szukanie miejsca, gdzie kończą się niebiesko-żółte słupki, a zaczynają się czerwono-zielone. Z pomocą opisu dostępnego w internecie zlokalizowaliśmy poszukiwany numer polskiego słupka, i tym samym uznaliśmy, że więcej zrobić w tej sprawie się nie da. W drodze na. Yyyy…., to gdzieś tutaj Jak dojechać? Największym miastem w okolicy jest Włodawa. Trójstyk znajduje się około 8 km na południowy wschód od centrum miasta. Włodawa Trójstyk polsko-białorusko-litewski Jedyne miejsce z sześciu, które powinienem „poprawić”. Z racji, że trójstyk jest nieoznaczony i nie prowadzi do niego żadna droga, dopiero po powrocie zauważyłem, że dzieliło mnie od niego jakieś 200 metrów. Niestety jedyna droga w tamtym kierunku wiedzie pasem granicznym, więc można przedzierać się przez las, a najlepiej zapytać wcześniej w placówce straży granicznej czy jest to możliwe. Podobno dużo lepszy dostęp daje strona litewska. Jak dojechać? Trójstyk znajduje się w okolicach wsi Stanowisko, około 18 km od Sejn lub 45 km z Augustowa. Drogami leśnymi można tam dojechać rowerem z wsi Rudawka nad Kanałem Augustowskim. Stąd jeszcze kilkaset metrów. Bez uzgodnienia ze SG nie ryzykowałem. Trójstyk polsko-litewsko-rosyjski Najłatwiejszy trójstyk do zdobycia dla zmotoryzowanych. Znajduje się on około 200 metrów od drogi wojewódzkiej 651 z Wiżajn do Gołdapi. Od asfaltowej drogi czeka nas tylko parę minut spaceru wzdłuż pola. Ciekawostką jest fakt, że miejsce to jest tak naprawdę czwórstykiem, gdyż spotykają się w tym miejscu również granice województw warmińsko-mazurskiego i podlaskiego. Obelisk i wyrysowane pod nim koło z kostki brukowej wyznacza dokładne granice miejsca. Nieco złowrogo brzmi ostrzeżenie, że północno- zachodni wycinek koła należy do Federacji Rosyjskiej, i postawienie nogi na nim może skutkować mandatem. 😉 Część Na Której Nie Można Stanąć. Post scriptum Gdy już odwiedziłem wszystkie opisane miejsc, przez głowę przeleciała myśl: „A gdzie mieściły się trójstyki naszych granic przed wojną?” Na pierwszy rzut oka zadanie wydaje się dużo trudniejsze… Ale gdzieś tam w wolnym czasie zacząłem przeglądać stare mapy. W głowie szykuje się pewien pomysł, ale na razie cicho sza… Łukasz Jeżeli kiedyś nie będzie planował kolejnego wyjazdu, będzie to oznaczało najprawdopodobniej, że już nie żyje. Każda podróż to dla niego radość, nieważne, czy jest to ulubiony ostatnio Bliski Wschód, Tatry, czy wycieczka na pustynię Błędowską :) Gustavo 17 września 2015 at 10:45 Problem z produkcjami NBC jest taki, że nie można się do nich pywzriązywać- kasują większość. Także wszystko co przetrwa na drugą serię mam zamiar zobaczyć, ale do tego czasu- nic. Zbieg granic Polski, Czech i Słowacji znajduje się w Trzycatku, przysiółku miejscowości Jaworzynka, w południowej części Beskidu Śląskiego. W niewielkiej odległości, na terenie trzech krajów leżą tu trzy miejscowości, których piesze odwiedzenie nie przekracza 3 godzin. Atrakcyjna, malownicza okolica jest popularnym miejscem miłych spacerów oraz dłuższych wycieczek, podczas których turysta ma możliwość zwiedzania terytoriów trzech państw, czy choćby degustacji piwa polskiego, czeskiego i należącym do miejscowości Jaworzynka przysiółku Trzycatek zbiegają się granice trzech państw: Polski, Czech i Słowacji. Stoją tu trzy słupy dwumetrowej wysokości, wykonane z jasnoszarego granitu, z nazwami trzech państw. Trójstyk beskidzki powstał w 1993 r., po rozpadzie Czechosłowacji. Sam punkt zbiegu trzech granic znajduje się w korycie strumienia nad którym możemy przejść niewielkim mostkiem. Ciekawostką są aż trzy nazwy wspomnianego strumienia, który ma polską nazwę Wawrzaczowy Potok, czeską – Kubankowski Potok , a na Słowacji nazywany jest Potokiem Gorylów. W rejonie tym, na terenie trzech krajów, leżą trzy wsie. Obok polskiej Jaworzynki są to: po słowackiej stronie Czerne oraz niewielka miejscowość Herczawa w Republice Czeskiej. Herczawa była kiedyś częścią Jaworzynki i po podziale Śląska Cieszyńskiego w 1920 r. przypadła Polsce, jednak na prośbę mieszkańców, w 1924 r. Liga Narodów przyznała Herczawę Czechosłowacji. Trójstyk leży w bardzo ładnym miejscu, wśród niewysokich wzniesień południowej części Beskidu Śląskiego. Od polskiej strony wiedzie tutaj wygodny chodnik, a wokół tego miejsca ustawiono ławeczki i altanki. Dojście z Jaworzynki do punktu zetknięcia się trzech granic zajmuje ok. 10-15 min. szlakiem żółtym. W rejonie tym przebiega kilka szlaków turystycznych, umożliwiających poznanie okolicy. Żółty szlak (czeski) prowadzący początkowo wzdłuż granicy czesko-słowackiej w mniej więcej 45 min. doprowadzi nas do wioski Herczawa, skąd w podobnym czasie dotrzeć można do centrum Jaworzynki. Od żółtego szlaku (15 min. drogi od Trójstyku) odgałęzia się szlak zielony (słowacki), którym następnie w 20 min. dotrzemy do słowackiej miejscowości Czerne. Mając więcej czasu można skorzystać także z innych możliwości wycieczek po tym atrakcyjnym krajobrazowo rejonie. Warto polecić wędrówkę przez trzy kraje. Samo przejście trasy, nie licząc odpoczynków, potrwa 2,5-3 godzin. Wycieczka taka może być także wędrówką po trzech barach, połączoną z kosztowaniem produkowanych w trzech krajach piw. Wędrując dziś bez większych przeszkód po tym terenie warto pamiętać, że w czasach, gdy biegła tu granica między PRL a Czechosłowacką Republiką Socjalistyczną, turystyka była znacznie utrudniona, a samo przebywanie w rejonie granicy wiązało się z uciążliwym zainteresowaniem Wojsk Ochrony Pogranicza.

trójstyk granic polska czechy niemcy